Pierwszy dzień lutego dwa tysiące czternastego roku, godzina osiemnasta dwadzieścia.
W autobusie linii 93 siedział mężczyzna, na oko niedługo po otrzymaniu prawa wyborczego. Ubrany był dobrze, stosownie do pory. Skórzane buty klasycznego koloru, czarny płaszcz i pasujące rękawiczki leżące na wąskich spodniach barwy czerwonego wina, które zdradzać mogły wspomnienia po być może nieprzespanej nocy. Głowa nisko, ukryta w dłoniach niemal co przystanek unosiła się sprowadzając ledwo przytomne oczy do rzeczywistości. Średniej długości włosy, potargane i nieumyte okalały zmęczoną twarz, czerwoną z zimna lub wstydu... to już wie tylko on. Jechał w kierunku dworca. A może domu? Gdy nasze spojrzenia przez chwilę się spotkały miał twarz pełną lęku i dezorientacji. Może chciał uciec. Bez bagażu, tak przecież ucieka się najlepiej. Daleko, któż wie gdzie... jaki najbliższy pociąg? Pani da ten bilet, jadę. Nie wiem gdzie, nie wiem na ile. Uciec. Na godzinę, na dzień, tydzień, miesiąc, rok. Za dużo się działo tej nocy. Ja już wysiadam. Pan jeszcze jedzie. Pan o tym nie myśli, ja kombinuję cały dzień.
W autobusie linii 93 siedział mężczyzna, na oko niedługo po otrzymaniu prawa wyborczego. Ubrany był dobrze, stosownie do pory. Skórzane buty klasycznego koloru, czarny płaszcz i pasujące rękawiczki leżące na wąskich spodniach barwy czerwonego wina, które zdradzać mogły wspomnienia po być może nieprzespanej nocy. Głowa nisko, ukryta w dłoniach niemal co przystanek unosiła się sprowadzając ledwo przytomne oczy do rzeczywistości. Średniej długości włosy, potargane i nieumyte okalały zmęczoną twarz, czerwoną z zimna lub wstydu... to już wie tylko on. Jechał w kierunku dworca. A może domu? Gdy nasze spojrzenia przez chwilę się spotkały miał twarz pełną lęku i dezorientacji. Może chciał uciec. Bez bagażu, tak przecież ucieka się najlepiej. Daleko, któż wie gdzie... jaki najbliższy pociąg? Pani da ten bilet, jadę. Nie wiem gdzie, nie wiem na ile. Uciec. Na godzinę, na dzień, tydzień, miesiąc, rok. Za dużo się działo tej nocy. Ja już wysiadam. Pan jeszcze jedzie. Pan o tym nie myśli, ja kombinuję cały dzień.